Popówka

12
Mogiła poległych w bitwie powstańców.

Mogiła poległych w bitwie powstańców.

W Puszczy Knyszyńskiej, około 6 km. od Radunina, znajduje się Rezerwat Komotowszczyzna ze wzgórzem Piereciosy (Przeciosy), gdzie odbyła się w dniu 29.04.1863 r. pierwsza bitwa oddziału Walerego Wróblewskiego z kozakami, podczas Powstania Styczniowego 1863 r. Przez wzgórze to prowadzi czerwony szlak turystyczny Waliły Stacja - Sokółka.
W dniach 27-28.04.2013 r. odbyła się tu uroczystość z okazji 150 lecia Bitwy pod Waliłami, gdzie jednym z punktów programu była inscenizacja tej bitwy. Poniżej opis bitwy z książki "Generał Walery Wróblewski 1838 - 1908", wydanej z serii "Bitwy - Kampanie - Dowódcy".

Tablica na mogile poległych powstańców.

Tablica na mogile poległych powstańców.

Tablica na mogile poległych powstańców.

Inscenizacja Bitwy pod Waliłami.

LEŚNE PRELUDIUM

Nie minął dzień, jak rozbito obóz, a już straże przybiegły z wieścią, że wojska carskie są w puszczy. Wróblewski nakazał zwinąć obóz. Chciał za wszelką cenę uniknąć spotkania z oddziałami rosyjskimi, które musiałoby się zakończyć starciem zbrojnym. W tym wypadku działał zgodnie z rozkazami Komitetu Wileńskiego, który zalecał, aby oddziały powstańcze nie podejmowały walki, lecz ograniczyły się, jedynie do przyjęcia pozycji wyczekującej i raczej obronnej. Atakować można było jedynie rozproszone po puszczach samotne roty. Do bitwy może dojść jedynie w wypadku, gdy powstańcy zostaną zaatakowani znienacka. Wróblewski nie czekając zatem, aż Rosjanie przybędą na polanę pod Lipowym Mostem, szybko wycofał się ze swoim oddziałem, nad którym powiewał już sztandar powstańczy, w głąb puszczy i dopiero w ostępie zwanym Starzynka, w miejscu całkowicie bezpiecznym zezwolił na rozbicie obozu. Powstańcy pośpiesznie ustawili namioty. Wkrótce zapadła noc. Mimo że był to koniec kwietnia, wiosna wciąż jeszcze nie dawała znać o swoim przybyciu. Dokuczało przejmujące zimno, a wraz z nadejściem nocy zaczął padać mokry śnieg. Powstańcy skuleni drzemali w swoich namiotach, Przed północą do obozu Wróblewskiego przybyło jeszcze 48 powstańców ze Świsłoczy z wozami z żywnością, tak bardzo potrzebną w obozie.

Następnego dnia rankiem Walery Wróblewski i Onufry Duchyński dokonali przeglądu broni i ludzi, a potem powstańcy wzięli się do codziennych zajęć obozowych. Do wieczora panował niczym niezmącony spokój. Wojska rosyjskie bały się zapuszczać w dzikie ostępy, woląc raczej spotkania w otwartym terenie, toteż Wróblewski spodziewał się, że uda mu się przeczekać w ostępie bezpiecznie przynajmniej przez kilka dni, dopóki nie scementuje przynajmniej w minimalnym stopniu licznego przecież oddziału oraz dopóki nie przygotuje ludzi do stawienia oporu nieprzyjacielowi. Było jednak inaczej. Gdy tylko zapadł wieczór i powstańcy zaczęli przygotowywać się do snu, straże zawiadomiły dowódcę o krążących po puszczy oddziałach nieprzyjacielskich. Będzie bitwa — powiedział pułkownik Duchyński do stojącego obok Wróblewskiego, lecz ten tylko zaprzeczył ruchem głowy.

Rycina przedstawiająca bitwę.

Rycina z książki, przedstawiająca bitwę w Piereciosach.

Nie było chwili do stracenia. Szef sztabu wydał polecenie zwinięcia obozu i wymarszu. Posuwanie się w nocy, przy złej pogodzie, w puszczy, okazało się niezwykle trudne. Powstańcy szli całą noc i wreszcie rankiem 29 kwietnia 1863 r. zatrzymali się w ostępie Komotowszczyzna w Puszczy Sokólskiej, w pobliżu wsi Waliły, oddalonej od Białegostoku o 22 km. Tu na wzgórzu Piereciosy rozbito obóz. Wróblewski celowo wybrał to właśnie miejsce na postój. Licząc się z możliwością spotkania z wojskami carskimi, których w Puszczy Sokólskiej było coraz więcej, musiał wybrać teren stosunkowo najdogodniejszy do obrony. A takie warunki spełniał ostęp Komotowszczyzna. Przed frontem obozu płynął ruczaj, który mógłby odegrać ważną rolę w razie ewentualnego ataku wojsk rosyjskich. Za ruczajem ciągnęły się wzgórza Piereciosy. Z pozostałych stron obóz otaczały błotniste łąki, za którymi znajdowały się inne ostępy. W dodatku po prawej stronie obozu, wśród błot, płynęła niewielka rzeczka Słójka. Wydawało się więc, że teren jest doskonały do obrony. Wróblewski wysłał tam 1 kompanię, którą dowodził kapitan Roman, w celu ćwiczenia musztry. Po południu straże doniosły o krążących w pobliżu wojskach nieprzyjaciela. Nie było na co czekać. Wróblewski zdawał sobie sprawę, że dalsza ucieczka przed przeciwnikiem jest bezcelowa, ponieważ cała puszcza zapełniała się oddziałami rosyjskimi. Zresztą uważał, że tak dobrze wybrany teren do obrony może się okazać bardzo cenny dla powstańców. Zdecydował więc, że właśnie tutaj, pod Waliłami, jego oddział przejdzie chrzest bojowy. Trzeba więc było przygotować ludzi do tej ważnej, bo przecież pierwszej potyczki. W obozie panował nastrój - gorączkowego wyczekiwania. Powstańcy w napięciu wsłuchiwali się w odgłosy puszczy, jakby chcieli usłyszeć kroki zbliżającego się nieprzyjaciela. Wróblewski po krótkim zastanowieniu określił swoim ludziom zadania. Na przód obozu wysunął strzelców trzeciej kompanii, dowodzonej przez Kiersnowskiego, oraz część strzelców z kompanii Romana. Pozostali ludzie pierwszej kompanii otrzymali zadanie zajęcia pozycji na załamanym prawym skrzydle, natomiast uzbrojeni w broń palną strzelcy z drugiej kompanii porucznika Barancewicza rozsypali się na lewym skrzydle. Wszystkie wozy oddziału ściągnięto i ustawiono na środku obozu. Powstańcy-kosynierzy z wszystkich trzech kompanii zgodnie z poleceniem Wróblewskiego ustawili się w tyle obozu pod dowództwem starego Kobylińskiego. Mieli oni stanowić rezerwę na wypadek, gdyby doszło do walki wręcz. Tak rozstawiony oddział oczekiwał nadejścia nieprzyjaciela. Nietrudno odgadnąć nastroje panujące w obozie. Nikt nie miał pojęcia, jak liczny będzie oddział przeciwnika i jakie będzie on miał uzbrojenie. Napięcie i zdenerwowanie opanowało powstańców. Uparcie nasuwały się pytania: czym zakończy się pierwszy bój, kto wyjdzie cało z tego starcia? Te same pytania zadawał sobie Wróblewski, ale świadom nastrojów powstańców wydawał zdecydowane rozkazy i pewny siebie, zdawałoby się nieustraszony, krążył wśród rozstawionych już zgodnie z rozkazem ludzi. Dochodziła godzina czwarta po południu, gdy przed obozem pokazali się Rosjanie.

12
 
Wczoraj:87
Dziś:74